Dlaczego „+10% OEE” nie rusza zarządu, a 0,44 PLN na sztuce tak
Przez lata dziwiłem się, że zarząd nie reaguje na poprawę OEE. Zrozumiałem to dopiero wtedy, gdy sam usiadłem po drugiej stronie stołu — i też nie reagowałem.

Po drugiej stronie stołu
Przez długi czas stałem po stronie, która prezentuje. Pokazywałem poprawę OEE o kilka punktów i czekałem na reakcję. Zwykle była uprzejma: gratulacje i przejście do następnego punktu.
Potem sam usiadłem po drugiej stronie stołu, w zarządzie. I złapałem się na tym samym. Słuchałem o procentach OEE, kiwałem głową i czekałem na coś, z czym da się podjąć decyzję. Nie dlatego, że poprawa była nieważna. Dlatego, że procentu nie da się położyć obok niczego, co zarząd ma przed sobą: ceny, marży, budżetu.
Rozmowa zmieniła się, kiedy ktoś pokazał tę samą poprawę jako koszt jednej sztuki konkretnego produktu — takiego, który wszyscy przy stole znali z cennika. Obok ceny i marży. Wtedy to przestało być wskaźnikiem produkcji. Stało się decyzją.
Zarząd ma rację
Najbardziej niewygodne jest to, że zarząd, który nie reaguje na „+10% OEE”, zwykle ma rację.
Przykład hipotetyczny — liczby poglądowe, nie dane żadnego zakładu. Maszyna o wydajności 60 sztuk na godzinę, godzina maszynowa kosztuje 180 zł, dostępność razy tempo wynosi 0,65. Poprawiamy to o 10%, do 0,715.
- koszt maszyny na sztuce spada o 0,44 zł,
- przy 500 000 dobrych sztuk rocznie to ok. 219 tys. zł,
- a cała sztuka kosztuje w tym przykładzie ok. 42 zł — więc 10% wskaźnika to ok. 1% kosztu sztuki.
Dziesięć procent na slajdzie, jeden procent w wyniku. Zarząd, który tego nie przeliczył, czuje to intuicyjnie. Dlatego nie reaguje.

Jedna uwaga techniczna. Przeliczam tylko dostępność i tempo, bez jakości. Jakość liczę osobno, w złej sztuce — inaczej ten sam brak policzyłbym dwa razy: raz jako stratę OEE, raz jako złom.
Nakajima: miara inżyniera, nie waluta zarządu
Seiichi Nakajima zbudował OEE, żeby zespoły utrzymania ruchu i produkcji widziały, gdzie maszyna gubi dobre sztuki. O tym, skąd się wzięło i jak łączy się z trzema dźwigniami, pisałem we wpisie o trzech dźwigniach. W moim odczytaniu to znakomite narzędzie do szukania przyczyny — i słaba waluta rozmowy z zarządem. Procent OEE mówi, jak pracuje maszyna. Nie mówi, ile z tego ma firma.
Gdzie ta sama godzina jest warta więcej
Jest jeden wyjątek, w którym te same 10% przestają być skromne. Eliyahu Goldratt pokazał, że godzina odzyskana na wąskim gardle jest warta tyle, co godzina całego zakładu, a godzina odzyskana poza nim — prawie nic. W tym samym przykładzie, gdyby ta maszyna ograniczała sprzedaż i był popyt, ta sama poprawa dałaby ok. 2,5 mln zł dodatkowego przerobu rocznie. Temu poświęcę osobny wpis.
Dla tej rozmowy wystarczy jedno: zanim pokażecie zarządowi procent, sprawdźcie, gdzie ta godzina powstała.
Jak to przekładam na CROS™
- Każda poprawa wskaźnika ma drugą linijkę: PLN na sztukę. Na konkretnym produkcie, obok ceny i marży.
- Wykorzystanie liczone na dostępności i tempie, jakość osobno. Bez podwójnego liczenia tej samej złej sztuki.
- Najpierw pytanie o wąskie gardło. Ta sama poprawa to kilkaset tysięcy albo kilka milionów — zależnie od miejsca.
- Procent zostaje w diagnostyce. Na Weekly Performance Review zarząd widzi złotówki; OEE służy zespołowi do szukania przyczyn.
Pytanie na ten tydzień
Zarząd nie jest obojętny na poprawę. Jest obojętny na waluty, których nie może wydać.
W jakiej walucie pokazaliście zarządowi ostatnią poprawę — i ile to było na sztuce produktu, który wszyscy znają z cennika?
Literatura
- Seiichi Nakajima — Introduction to TPM: Total Productive Maintenance (Productivity Press, 1988)
- Eliyahu M. Goldratt, Jeff Cox — The Goal: A Process of Ongoing Improvement (North River Press, 1984) — pomocniczo


