FaWiLo™ Fabryka bez strat

Ludzie · Tomasz Miroń

„Zawsze akceptowałeś — dlaczego teraz miałoby być inaczej?” Jak uczymy ludzi przychodzić po zgodę

Przez lata byłem przekonany, że moi kierownicy przychodzą po zgodę, bo jej potrzebują. Jedna rozmowa pokazała mi, że przychodzili, bo ja ich tego nauczyłem.

Okładka: tytuł wpisu i kategoria Ludzie na czarnym tle; po prawej drabina, której piąty szczebel jest żółty, z dymkiem „Zamierzam…” — a na dole szary dymek „Czy mogę?”.

Prośba, której nikt nie potrzebował

Jeden z kierowników przyszedł do mnie z gotowym planem zmiany w swoim zespole. Plan był przemyślany. Dotyczył jego obszaru, mieścił się w celu, który razem ustaliliśmy, i w jego kompetencjach. A mimo to zakończył go pytaniem o moją akceptację.

Zapytałem, dlaczego nie przyszedł po prostu powiedzieć mi, co zamierza zrobić. Jego odpowiedź sprowadzała się do jednego: skoro do tej pory zawsze się zgadzałem, to po co miałoby być inaczej teraz?

Nie było w tym ani przekory, ani braku odwagi. Była logika. Zgodę dostawał zawsze — więc przychodził po nią zawsze.

Kto kogo czego nauczył

Najpierw pomyślałem o nim. Dopiero po chwili — o sobie.

Przez lata akceptowałem jego zmiany. Każda z tych akceptacji była drobna, życzliwa i szybka. I każda uczyła tego samego: że decyzja w jego obszarze i tak przechodzi przez moje biurko. Nie musiałem tego mówić. Wystarczyło, że za każdym razem się zgadzałem.

Dlatego nie wystarczyło, że ja sam postanowiłem się zmienić. Musiałem to nazwać. Powiedziałem mu wprost, że to ja go tego nauczyłem. I poprosiłem, żeby następnym razem przyszedł do mnie z informacją, a nie z prośbą.

Po kilku tygodniach przyszedł z restrukturyzacją swojego zespołu. Z gotową propozycją — i bez pytania, czy może. Chciał usłyszeć moją opinię, ale decyzja była jego i oboje to wiedzieliśmy.

To nie był jeden człowiek

Kiedy już zobaczyłem ten mechanizm, zacząłem go widzieć częściej. Kilka osób przychodziło do mnie po zgody, których nikt nie potrzebował. To nie był problem jednego kierownika. To był wzorzec — i miał wspólnego autora.

W typowej fabryce mówimy wtedy o „braku samodzielności” zespołu. Tymczasem samodzielność była. Zespół był gotowy na więcej, niż mu oddawałem. Barierą byłem ja.

Nazywam to własnością pożyczoną. Właściciel jest — ma nazwisko w tabeli i zakres odpowiedzialności — ale napęd do decyzji przychodzi z góry. Mój japoński Sensei opisywał podobny poziom systemu, w którym poprawa dzieje się, dopóki napędza ją kierownictwo. Kiedy kierownictwo przestaje pchać, efekt odchodzi razem z napędem.

Marquet: słowo „zamierzam”

David Marquet, dowodząc okrętem podwodnym, zrobił z tego mechanizmu zasadę. W mojej parafrazie: zamiast oficerów, którzy proszą o pozwolenie, chciał oficerów, którzy mówią, co zamierzają zrobić. Kapitan słyszy zamiar, zanim cokolwiek się stanie — i nadal może powiedzieć „stop”. Ale inicjatywa i myślenie są już po stronie tego, kto zna sytuację najlepiej.

Marquet opisuje to jako drabinę. Na dole ktoś mówi: „powiedz mi, co mam robić”. Wyżej: „widzę…”, „myślę, że…”, „chciałbym…”. Punkt zwrotny to szczebel „zamierzam…”. Powyżej są już tylko: „zrobiłem…” i „pracuję nad…”.

Drabina od prośby do zamiaru. Siedem szczebli: „Powiedz mi, co mam robić”, „Widzę…”, „Myślę, że…”, „Chciałbym…” — strefa prośby o zgodę; „Zamierzam…” — punkt zwrotny; „Zrobiłem…”, „Pracuję nad…” — strefa własności. Obok: każda zgoda, której nikt nie potrzebował, przesuwa człowieka szczebel w dół.

Najważniejsze w tej drabinie nie jest to, jak mówi pracownik. Jest to, na które zdanie odpowiada szef. Jeśli na „chciałbym…” zawsze pada „dobrze, rób”, człowiek nie ma powodu, żeby wejść wyżej. Uczy się, że jego rolą jest przygotować decyzję, a nie ją podjąć.

Po czym to dziś poznaję

Dziś słyszę to w pierwszym zdaniu rozmowy.

Prośba o zgodę Zamiar
„Czy mogę…?” „Zamierzam…, bo…”
decyzja czeka na szefa decyzja jest podjęta, szef może ją zatrzymać
szef ocenia rozwiązanie szef sprawdza kierunek
odpowiedzialność zostaje u szefa odpowiedzialność zostaje u właściciela

Mam też prosty test. Jeśli decyzja leży w obszarze tej osoby i mieści się w celu, który ustaliliśmy — zgoda nie jest potrzebna. Jeśli mimo to ktoś po nią przychodzi, pytanie nie brzmi „co z nim jest nie tak?”. Brzmi: czego ja go do tej pory uczyłem?

Jak to przekładam na CROS™

W CROS™ ta lekcja ma trzy przełożenia:

  1. Test zgody w diagnozie. W rozmowach z kierownikami pytam: z jakimi decyzjami przychodzicie do szefa po zgodę — i czy kiedykolwiek jej nie dostaliście? Zgoda udzielana zawsze to sygnał, że nie była potrzebna.
  2. Prawa decyzyjne zapisane wprost. W Ownership Matrix każdy właściciel ma nie tylko wskaźnik, ale też listę decyzji, które podejmuje sam. To, czego nie zapisano, wraca na biurko szefa.
  3. „Zamierzam X, bo Y” na Weekly Performance Review. Właściciel przychodzi z rekomendacją, nie z danymi do decyzji. Przełożony pyta o kierunek, a nie zatwierdza metodę.

Za każdym z tych punktów stoi to samo zdanie: barierą własności jest zwykle lider, nie zespół.

Pytanie na ten tydzień

Każda zgoda, której nikt nie potrzebował, uczy, że decyzja należy do szefa.

Z jaką decyzją ktoś przyszedł do Was ostatnio po zgodę — i kiedy ostatni raz takiej zgody nie daliście?

Literatura

  • L. David Marquet — Turn the Ship Around! A True Story of Turning Followers into Leaders (Portfolio / Penguin, 2013)

#LeanLeadership #Ownership #Leadership #ExecutiveLeadership #OperationalExcellence #FaWiLo

Tomasz Miroń — senior praktyk, ponad 20 lat prowadzenia produkcji w przemyśle seryjnym, w zakładach w Polsce i w Niemczech. Autor FaWiLo™ i CROS™. O mnie